wtorek, 25 listopada 2014

Szerlock w wieku szkolnym : wprowadzenie

Oto wstęp wprowadzający do opowiadań o młodzieńczym wieku Sherlocka. Tak wyobrażam sobie młodych Holmesów :)
Łapa 

Czternastoletni Sherlock nie wyróżniał się spośród rówieśników wyglądem. Był szczupłym, dość wysokim chłopakiem z ciemnymi włosami. 
Sherlock lubił grać na skrzypcach, to go odprężało. Chodził do szkoły muzycznej jedynie 2,5 roku, ale to wystarczyło aby nauczył się dobrze grać. 
Chodził do szkoły ze sztywnymi regułami, które nie pozwalały chłopcom mieć długich włosów. On jednak miał włosy sięgające do uszu, co spotykało się z niezadowoleniem nauczycieli. Wiele razy dostawał uwagi, wzywano go do dyrektora, a nawet zadzwoniono do rodziców. Nic to nie dało, nie pozwolił sobie ich ściąć. Najbardziej nieszczęśliwy z tego powodu był 17-letni Mycroft, który (ku swojemu niezadowoleniu) chodził do tej samej szkoły.
Sherlock nie był najlepszym uczniem, choć na pewno mógłby nim być, jeśli by się trochę postarał. Jego pamięć była bardzo dobra i nauczenie się do sprawdzianu zajmowało mu zazwyczaj kilkanaście minut. Jednak już od wieku 12 lat pracował nad własnym systemem nauki, który nie byłby tak nielogiczny i niespójny jak ten obowiązujący w kraju. Nie widział sensu w uczęszczaniu na przedmiot, który go nie interesował i nigdy mu się nie przyda. Takie przedmioty jak historia, WOS, technika czy geografia (którą docenił dopiero później) uważał za niepotrzebne dla siebie.
Jednak główną przyczyną z jakiej nie lubił szkoły była głupota która co dzień rano wlatywała do szkoły, utrzymywała się w niej parę godzin i popołudniu wylatywała. Sherlock nie miał kolegów ani koleżanek, nie potrzebował ich. W nosie miał kto z kim chodzi, kto co o kim myśli. Nie rozumieli tego rówieśnicy i nauczyciele. Nie wyśmiewano się jednak z jego. Nie należał do jednych z tych szkolnych pośmiewisk. Po prostu nie rozmawiano z nim. 
To starszy Mycroft wpłynął na sposób myślenia brata. On, który nie cierpiał "tępych mrówek" zawsze mówił, że cieszy się wśród nich respektem. Sherlock jednak pamiętał doskonale jak kiedyś zobaczył jak szkolna banda daje bratu w kość. Uśmiechnął się triumfalnie i wyszedł, ale wrócił po chwili i powiedział ,,On już ma dość" po czym szef trzyosobowej bandy, który znał Sherlocka, wyszedł.
Mycroft nie odzywał się do brata cały kolejny tydzień.
Otaczał się lubianymi osobami i dbał o swoją reputację. Był nad swój wiek poważny,miał dobre maniery. Czasami pomagał kolegom. Mimo jego dobrej gry aktorskiej Sherlock znakomicie wiedział, że brat najbardziej lubi być sam. 
Nie włosy Sherlocka najbardziej martwiły Mycrofta w osobie swojego brata. 
Powinnam tu dodać, że Sherlock nie był nielubiany wszędzie. 
Parę razy w tygodniu chodził w miejsca, gdzie spotykała się młodzież z niższych sfer. Spotykali się razem, palili, pili i organizowali inne rzeczy. Sherlock znał ich od niedawna. Chodził tam, bo doskonale widział, że znają się na sprawach o których on nie miał pojęcia. Na przykład chłopak o imieniu Mike, za pomocą wytrychów potrafił włamać się prawie wszędzie. Sherlock nauczył się od niego tej sztuczki. Nigdy nie zniżał się do ich poziomu. Odchodził, kiedy planowali jakieś akty wandalizmu, czy drobne włamania. 
Mycroft strasznie nad tym ubolewał. Kiedy dowiedział się o tym, co robi jego brat od razu dowiedział się szczegółów. Wielokrotnie ostrzegał brata i próbował przemówić mu do rozsądku. Bardzo denerwował go fakt, że Sherlock popala i szlaja się po obskurnych, niebezpiecznych miejscach. Powiedział o tym rodzicom, którzy zrobili awanturę, zabrali Sherlocka na rozmowę z psychologiem i uważali, że sprawa jest załatwiona. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz