sobota, 27 grudnia 2014

Spotkanie w pociągu

                Dwa dni po sfałszowaniu swojej śmierci Sherlock Holmes postanowił odwiedzić swoich rodziców w ich domu na wsi. Mycroft nie chciał go tam zawieźć  ani rozkazać komuś by to zrobił, więc musiał pojechać tam pociągiem. Oczywiście odpowiednio się ucharakteryzował  by nikt go nie rozpoznał i nie wydał i wziął ze sobą gazetę, za którą mógłby się schować w razie czego i wsiadł do pociągu. Wszedł do przedziału i zajął miejsce przy oknie.
                Nagle do przedziału weszła osoba, którą Sherlock jednocześnie pragnął i obawiał się spotkać. Był to John. Sherlock natychmiast  otworzył gazetę i schował się za nią. Akurat otworzył ją na artykule poświęconym jego samobójstwu .  John usiadł naprzeciwko niego i wpatrzył się w widok za oknem. Pociąg ruszył.
                Pociąg nabierał prędkości i John przeniósł wzrok z okna na gazetę, którą trzymał Sherlock i Holmes wiedział, że na pierwszej stronie jest jego zdjęcie, w które John się wpatrywał.
- Gazety kłamią – powiedział nagle John. – Sherlock Holmes był moim najlepszym przyjacielem i był najlepszym człowiekiem jakiego w życiu spotkałem. Moriarty istniał naprawdę, a Sherlock był prawdziwym detektywem geniuszem …
John urwał, a z jego oczu popłynęły łzy.  Widok płaczącego Johna nie był łatwy dla Sherlocka, więc  Sherlock złożył gazetę, wyciągnął z kieszeni swojej bluzy w rozmiarze XL opakowanie chusteczek i podał je Johnowi.
- Dziękuję – powiedział John drżącym głosem, a następnie przyjrzał się uważnie Sherlockowi i przez moment Holmes miał wrażenie, że jego najlepszy przyjaciel go rozpoznał, bo uśmiechnął się, ale John musiał zdać sobie sprawę z tego, że to nie może być Sherlock, bo przestał się uśmiechać i w jego oczach pojawił się ból.
- Przykro mi – powiedział Sherlock z silnym francuskim akcentem. – Z powodu pańskiego przyjaciela…
- Bardzo za nim tęsknię – odpowiedział John. – Wszędzie o nim piszą, wszystko mi go przypomina, więc musiałem wyjechać z Londynu, by odpocząć od tego wszystkiego… Nawet pan jest do niego trochę podobny… Czasami wydaje mi się, że on żyje, tylko się ukrywa… Ale nie zrobiłby mi tego.
                Sherlock poczuł nagle wielkie poczucie winy. Chciał przeprosić Johna za to wszystko, przyznać się do tego, że żyje, ale wiedział, że jest na to za wcześnie. Nagle zadzwonił mu telefon, więc Sherlock wyszedł z przedziału na korytarz.
- Halo – powiedział.
- Jak tam podróż, braciszku? – zapytał Mycroft.
- Spotkałem Johna – powiedział Sherlock szeptem. – Przez moment myślałem, że mnie rozpoznał, ale chyba pomyślał, że to nie mogę być ja. Powiedział, że zastanawia się czasem, czy przypadkiem nie przeżyłem mojego samobójstwa, ale doszedł do wniosku, że nie zrobiłbym mu tego. Co mam zrobić?
- Ujawnij się – powiedział Mycroft.
- Nie mogę – odpowiedział Sherlock. – Doskonale o tym wiesz… Jeszcze jest za wcześnie, poza tym muszę rozpracować całą organizację Moriartiego.
- Wobec tego się nie ujawniaj. Na najbliższej stacji wysiądź z pociągu.
- Nie mogę – odpowiedział Sherlock. – To by nie miało najmniejszego sensu,  wysiadam za dwie stacje.
- W takim razie nie wysiadaj – poradził Mycroft.
- Wypchaj się takimi radami – powiedział Sherlock.  – I załatw mi papierosy.
- Nie.
- Dobra, to w takim razie mama mi załatwi.
Sherlock rozłączył się i wrócił do przedziału.
- Przykro mi z powodu pańskiego przyjaciela – powiedział nagle Sherlock. – Jaki on był?
- Wspaniały – odpowiedział John.- Ludzie go nienawidzili, bo go nie rozumieli, ale ja znałem go dość dobrze. Był bohaterem i  wbrew pozorom był bardzo ludzki. Często powtarzał, że nie lubi ludzi, ale myślę, że on po prostu nie lubił idiotów. Przez prawie cały czas się nudził. Nie rozumiem dlaczego skoczył… Postąpił bardzo samolubnie zostawiając mnie samego na tym okropnym świecie… To wszystko moja wina, że zostawiłem go wtedy, gdy mnie potrzebował…
- To nie jest pańska wina – powiedział poruszony wyznaniem przyjaciela Sherlock. – Proszę się nie obwiniać, gdy ktoś decyduje się popełnić samobójstwo nie jest to wina jego przyjaciół … Jestem pewien, że Sherlock pana kochał jak brata…
Pociąg zbliżał się do stacji, na której wysiadał Sherlock i zaczął zwalniać. Holmes wstał , wziął swoje rzeczy, pożegnał się z Johnem i wysiadł z pociągu. 



- Lily

sobota, 20 grudnia 2014

Potterlock

Crossover : Potterlock

                Samolot wylądował a Sherlock z niego wysiadł i podszedł do Watsonów i Mycrofta.
- Jaki jest plan? – zapytał Sherlock.
- Nie tak szybko, braciszku – odpowiedział Mycroft. – To, że nie lecisz do Wschodniej Europy nie oznacza, że jesteś niewinny. Nadal jesteś mordercą. Proponuję, żebyś udał się na Baker Street.
- Możemy z nim pojechać i go popilnować – zaoferowała Mary.
- Dziękuję, Mary – powiedział Mycroft. – Jestem wam bardzo wdzięczny, za wszystko, co robicie dla mojego brata… No może z wyjątkiem postrzelenia go – dodał po namyśle. – W takim razie jedźcie na Baker Street, a ja i reszta rządu zajmiemy się Moriartym. Jak nie będziemy sobie radzili, to przyjadę na Baker Street.
*
Harry Potter siedział w swoim gabinecie w Ministerstwie Magii i przeglądał raporty sprzed dwóch lat.
W dniu 14 kwietnia bieżącego roku Aurorom z Ministerstwa Magii udało się wreszcie aresztować najniebezpieczniejszego człowieka naszych czasów - James’a Moriartiego, który sfałszował swoją śmierć,  pod zarzutem wielokrotnego zabójstwa czarodziejów i mugoli, a także kierowania organizacją przestępczą. Kilka dni później został on zesłany do Azkabanu. Moriarty jest czarodziejem półkrwi, który w wieku czternastu lat został wydalony ze Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie z powodu założenia organizacji przestępczej. Nie został on jednak usunięty ze świata czarodziejów i kontynuował naukę magii w rodzinnym domu. Uczęszczał wtedy do mugolskiej szkoły.
                Harry usłyszał nagle pukanie do drzwi.
- Proszę ! – krzyknął.
Do gabinetu wszedł Artur Weasley.
- Minister kazał mi tobie przekazać, że Moriarty uciekł z Azkabanu – powiedział. – Mugolski rząd już o tym wie.  Za pół godziny masz spotkanie z Mycroftem Holmesem w jego biurze, w celu ustalenia planu działania.
- Dziękuję za informację, Arturze.  Oczywiście wpadnę zaraz do Mycrofta – odpowiedział Harry. – Właśnie przeglądałem stare raporty i czytałem o sprawie Moriartiego…
Artur wyszedł z gabinetu, a Harry włożył raporty do szuflady, wziął z biurka swój telefon komórkowy i schował go sobie do kieszeni,  a do drugiej kieszeni wsadził swoją różdżkę, ubrał swoją zimową kurtkę i wybiegł z gabinetu.
*
Harry zapukał do drzwi gabinetu Mycrofta Holmesa. Anthea, jego asystentka otworzyła mu drzwi i zaprosiła go do środka. Mycroft Holmes siedział przy biurku i oglądał coś na swoim laptopie.
- Witam, panie Potter – powiedział łagodnym głosem do Harry’ego.
- Dzień dobry – odpowiedział Harry.
Mycroft przywołał go do siebie i pokazał mu to, co oglądał na laptopie. Był to filmik przedstawiający Moriartiego, który powtarzał w kółko jedno słowo, a mianowicie :
Tęskniliście?
- Ten filmik jest wyświetlany na każdym telewizorze  w całej Anglii – powiedział Holmes.
- Trzeba koniecznie coś z tym zrobić – odpowiedział Harry.
- Mój brat nam może pomóc – powiedział Mycroft. – Jest dobry w rozwiązywaniu zagadek zbrodni i w odnajdowaniu ludzi, a Jim Moriarty to jego Nemezis.
- Można mu zaufać w sprawie tak bardzo ważnej dla naszego narodu? – zapytał Harry.
- Oczywiście – powiedział Holmes. – Sherlock pomagał mi już w wielu delikatnych sprawach.
- On wie o świecie magii?
- Nie – odparł Mycroft. – Trzeba by było go w to wszystko wtajemniczyć. Jednak nie jest to typ człowieka, który uwierzy ci na słowo.
- Mogę nawet pokazać mu swoją miotłę wyścigową  - powiedział Harry. – Albo zaprowadzić go do Ministerstwa Magii … Najważniejsze jest to, żeby nam pomógł poradzić sobie z Moriartym i żebyśmy nie musieli w przypadku użycia zaklęcia usuwać mu pamięci, to jest bardzo niewygodne.
-  W takim razie czas działać – powiedział Mycroft wstając z krzesła i wychodząc z gabinetu. – Chodź Harry, mamy robotę do wykonania.
*
Mycroft i Harry weszli do mieszkania Sherlocka.  Młody Holmes grał na skrzypcach jakąś nieznaną Harry’emu melodię. Potter i starszy Holmes weszli po schodach na górę i wstąpili do salonu.
Sherlock patrzył przez okno i grał na skrzypcach, a Mary i John rozmawiali szeptem o nieoczekiwanym powrocie Moriartiego. Dopiero po chwili Watsonowie i młodszy z Holmesów zauważyli, że mają gości.
*
- A więc jest pan czarodziejem, panie Potter? – zapytał rozbawiony Sherlock.
Harry skinął głową.
- Czy mógłby mi pan dać namiary na pańskiego dilera? – zapytał detektyw drwiącym głosem.
- Nie jestem narkomanem – odparł spokojnie Harry – tylko czarodziejem, mogę to panu udowodnić.
- Naprawdę? – zapytał Sherlock . – Jak? Zamierza mi pan przepowiedzieć przyszłość?
- Nie – odparł Harry. – Jestem czarodziejem, a nie jasnowidzem. Nie posiadam tego daru, co mnie bardzo cieszy, bo moja nauczycielka wróżbiarstwa była okropna.
Potter wyciągnął z kieszeni różdżkę i wziął do ręki jabłko.
- Vingardium Leviosa – powiedział, a jabłko uniosło się w powietrze. Następnie transmutował je gruszkę. Potem teleportował się na drugi koniec pokoju, a na końcu wyciągnął zza pazuchy magiczną fotografię przedstawiającą jego i Ginny i pokazał ją Sherlockowi.
Młodszy z Holmesów był zmuszony uwierzyć Potterowi, pomimo że to, czego się właśnie dowiedział zaprzeczało jego sposobie rozumowania i patrzenia na świat.
- Skoro czarodzieje istnieją naprawdę, to smoki też istnieją? – zapytał detektyw.
- Tak – powiedział Harry. – Istnieją, ale ich hodowanie jest nielegalne.  
Nagle drzwi od pokoju się otworzyły i wszedł do niego ktoś jeszcze.

- Tęskniliście? – zapytał Jim Moriarty.





- Lily