Wstawiam pierwszą część opowiadania o niesamowitej sprawie Sherlocka :D
Będę się podpisywać Łapa ;)
Część 1
John obudził się wcześnie i nie mógł dalej spać. Udał się na spacer, aby kupić poranną gazetę. Odchodząc od kiosku przypomniał sobie o rozmowie kwalifikacyjnej, na którą umówił się na 10.00. W pośpiechu wrócił do mieszkania i przebrał się w garnitur.
Kiedy wrócił, zauważył panią Hudson, która zamiatała przedpokój.
-Sherlock coś długo dzisiaj śpi, prawda?
Wzruszył ramionami.
-Pewnie całą noc spędził na robieniu doświadczeń i odsypia. O 3.00 nad ranem słyszałem jakieś dziwne wycia, jakby zranionego zwierzęcia...
Pani Hudson zamilkła na chwilę.
-Sherlock już dawno nie miał żadnej sprawy.
....
John wrócił do swojej sypialni i starał skupić się na czytanej gazecie, ale co chwilę przyłapywał się na tym, że rozmyśla o tym, co Sherlock może tak długo robić w swoim pokoju.
Spojrzał na zegarek, 13.00
Postanowił zajrzeć do jego sypialni.
Zapukał do drzwi, ale ponieważ nie usłyszał odpowiedzi wszedł do środka. Zobaczył zaścielone łóżko. Sherlock nigdy nie ścieli łóżka, więc widocznie nikt nie leżał tam od wczoraj, kiedy sprzątała tu pani Hudson.
W dużym pokoju wiele rzeczy walało się podłodze i różne, kolorowe substancje porozstawiane były na stole w kuchni.
John zjadł reszki wczorajszej pizzy.
Zawiał mocniejszy wiatr i firanka wisząca nad otwartym oknem podleciała do góry. John dopiero teraz zwrócił uwagę na otwarte okno.
"Po co sherlock miałby nim wychodzić?"-zastanawiał się.
Usiadł w swoim fotelu i kontynuował czytanie gazety, ale po jakimś czasie dał sobie spokój, stwierdzając, że o tak nie da rady się skupić.
O 15.00 miał spotkanie z nową dziewczyną, Sally. Po powrocie obejrzał parę programów z panią Hudson.
Wieczorem usadowił się w swoim fotelu i szukał ofert pracy. Następnie napisał nowy post na bloga.
Odłożył laptopa i zamyślił się.
Myślał p tym, jak wyglądałoby jego życie, gdyby nie spotkał Sherlocka. Nadal mieszkałby w małym, ponurym pokoiku rozmyślając o wojnie? Zapewne znalazłby sobie jakąś słabo płatną pracę, w której siedziałby do popołudnia. Możliwe, że nadal by kulał. Mimowolnie uśmiechnął się.
Zaskoczeniem był dla niego fakt, że Sherlock nie wrócił na noc do mieszkania. Gdzie on może się podziewać?
Powoli ogarniała go senność. Tak bardzo nie chciało mu się wstawać...
...
John obudził się nagle.
-John! John, pora wstać!
Otworzył oczy. Zobaczył zarys postaci pochylającego się w jego stronę. Krzyknął przerażony i chwycił leżący na stoliku pilot.
-Daj spokój, chyba nie zamierzasz rzucić we mnie pilotem?-powiedział Sherlock.
Podszedł do okna.
Światło latarni zza okna oświetliło jego sylwetkę. John spostrzegł zarys długiej brody, dziwacznej czapki i kurtkę, która z pewnością nie była jego sławnym płaszczem.
-Sherlock? Co ty robisz? -zapytał.
-Obserwują nasz dom i...
-Zawsze obserwują nasz dom - wtrącił John.
-...dlatego przyszedłem tutaj o 4.00. Myślę, że od 3.30 do 5.00 nikt nie będzie stać na straży - dokończył.
-Więc dlaczego przebrałeś się za starca?
Sherlock nie odpowiedział mu.
-Masz sprawę?
-Skąd taki wniosek?-zapytał ironicznie.
Odszedł od okna.
-Mogę zapalić światło?-zapytał John
-Nie, chodź.
-Ale...gdzie?-zapytał jeszcze nie do końca rozbudzony
-Zobaczyć miejsce przestępstwa.
John wstał i podszedł do wieszaka na którym wisiała jego kurtka, w której kieszeni był pistolet.
-Wyjdziemy oknem?-zapytał po chwili namysłu.
-Nie - odpowiedział Sherlock ze zdziwieniem. - Drzwiami.
....
Kiedy znaleźli się za drzwiami staruszek zgarbił się i zaczął niezdarnie iść opierając się na lasce. John musiał przyznać, że to przebranie było naprawdę dobre.
Przeszli się kawałek i skręcili w ponurą, słabo oświetloną uliczkę.
-Co robimy?
Podjechał czarny samochód. Sherlock otworzył tylne drzwi i wsiadł pośpiesznie a John za nim. Staruszek podał kierowcy karteczkę z adresem i ruszyli.
-Spójrz-powiedział po chwili Sherlock wskazując za okno.
Po chodniku szedł ubrany na czarno, dobrze zbudowany mężczyzna. Światła samochodu oświetliły jego postać ukazując czarny pistolet wystający z kieszeni spodni.
Mężczyzna zauważył samochód i zezłoszczony zaczął biec ku niemu.
-Uciekać?-zapytał spokojnie kierowca
-Nie, zatrzymaj się-powiedział Sherlock.
-Otwórzcie drzwi i wyjdźcie z samochodu! Ostrzegam, mam broń-krzyknął zziajany wartownik.
Sherlock otworzył drzwi i powili wyszedł z samochodu udając przerażonego wspierając się o ramę drzwi i podniósł ręce do góry.
Mężczyzna spojrzał ze zdziwieniem na staruszka.
-Eh, jedź pan-powiedział, po czym odwrócił się i odszedł.
Samochód ponownie ruszył.
Sherlock zaśmiał się.
-Widzisz John, jacy ludzie są nieuważni i głupi?
-Gdzie my jedziemy?-zapytał po jakimś czasie zdziwiony John, widząc że wyjeżdżają z Londynu.
- Na odludzie.
Po 40 minutach zatrzymali się przed starą, opuszczoną
fabryką. aby do niej dojechać musieli jechać nawet kawałek nieutwardzoną drogą prowadzącą przez las.
John odwrócił się, aby zobaczyć kierowce.
-To jeden z ludzi Mycrofta. Poprosiłem brata o pomoc.
I zaczął iść po kupkach gruzu w stronę fabryki.
-Poprosiłeś?-zapytał nie dowierzając John.
-Można to tak nazwać.
Sherlock wyprostował się i odkleił sztuczną brodę.
Przeszli przez otwór, w którym powinny być drzwi i znaleźli się wewnątrz zniszczonego budynku.
Sherlock przechodził z pomieszczenia do pomieszczenia aż w końcu, w największym z nich odwrócił się do Johna z poważaną miną.
-To tu.
John rozejrzał się. Wschodzące słońce oświetliło wnętrze ogromnego pomieszczenia, w którym nie było nic oprócz starego fotela z boku przy ścianie. Sherlock podszedł do jednego z nielicznych ocalałych okien, spojrzał na niewielką dziurę, którą zostawił pocisk.
-Ach, tego właśnie szukałem. Pozostało pytanie ile jest tu podobnych dziur?
- Łapa
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz